Kiedy Andrzej Wajda odbierał Oscara, powiedział: „Będę mówił po polsku, bo myślę i czuję po polsku.” Te słowa głęboko zapadły mi w pamięć. Ale dziś, po latach pracy z językiem angielskim — nauczania, tłumaczenia, czytania, rozmawiania — coraz częściej łapię się na tym, że… myślę po angielsku.
Nie dlatego, że chcę wyrzec się języka ojczystego. Nie dlatego, że chcę być „bardziej światowa”. Myślę po angielsku, bo to język mojej codzienności. Czasem łatwiej mi ułożyć zdanie, nazwać emocję czy wyjaśnić coś po angielsku niż po polsku.
Zdarza mi się też zatrzymać w pół zdania, bo brakuje mi słowa… po polsku. To trochę zawstydzające — ale czy naprawdę powinno być? Może zamiast martwić się o doskonałość, powinniśmy wrócić do tego, co w języku najważniejsze: the goal is expression, not perfection.
Bo przecież właśnie o to chodzi — żeby się porozumieć. Żeby wyrazić to, co w nas siedzi. Bez względu na to, w jakim języku to się wydarzy.
Właśnie tak jest na moich zajęciach.
Nie poprawiam moich uczniów w momencie, gdy próbują coś powiedzieć, wyrazić siebie, podzielić się historią, emocją, myślą. Nie zatrzymuję ich w pół słowa, nawet jeśli gramatyka kuleje, a słownictwo się plącze. Bo to nie język ma rządzić człowiekiem — to człowiek ma rządzić językiem.
Zbyt często widzę, jak perfekcjonizm paraliżuje. Jak uczniowie milkną, bo boją się zrobić błąd. Jak rezygnują z mówienia, bo nie mają „idealnego” słowa. Ale przecież język to nie test — to narzędzie. A narzędzia mają służyć działaniu, nie onieśmieleniu.
Czasami jedno źle odmienione słowo niesie więcej szczerości i odwagi niż dziesięć „poprawnych” zdań wyrecytowanych z podręcznika. I to właśnie wtedy pojawia się magia — kiedy ktoś zaczyna mówić nie „po angielsku” tylko sobą.
Każdy z moich uczniów ma swój własny głos.
Czasem cichy, czasem jeszcze niepewny, czasem łamany przez akcent, który zdradza kraj pochodzenia albo lata milczenia. Ale ten głos jest – i zasługuje na przestrzeń.
Nie uczę tylko słów i struktur. Uczę odwagi. Uczę, jak mówić, zanim będzie się „gotowym”. Jak zabierać głos, nawet gdy ma się wrażenie, że nie ma się jeszcze prawa.
Bo mamy prawo. Wszyscy. Każdy z nas ma coś do powiedzenia – i to nie język powinien decydować, czy to ważne, czy nie.
Dlatego nie stawiam czerwonych krzyżyków w powietrzu, nie zatrzymuję toku myśli tylko po to, by poprawić czasy. Zamiast tego słucham. I zachęcam do dalszej wypowiedzi, nawet jeśli brzmi niedoskonale. Bo the goal is expression, not perfection.