Kiedyś naprawdę nie znosiłam niedzielnych popołudni. Zamiast relaksu czułam niepokój – w głowie kłębiły się myśli o nadchodzącym tygodniu, zadaniach do zrobienia, mailach do odpisania, lekcjach do przygotowania. Miałam wrażenie, że weekend kończy się już w sobotę po południu, a niedziela to tylko „rozbiegówka” do kolejnego biegu.
Na szczęście to się zmieniło.
Dziś – choć wciąż często pracuję również w weekendy – staram się celebrować każdą wolną chwilę. Czasem to tylko kilka godzin, czasem zaledwie kilka minut. Ale są moje. Robię wtedy coś dla siebie: spacer, ciepła herbata, cicha muzyka w tle. I coraz częściej – kilka chwil z angielskim.
Nie mam na myśli podręcznika (chociaż i ten by się pewnie nie obraził), ale raczej coś lekkiego i przyjemnego:
🎧 podcast w tle – moim absolutnym faworytem jest ostatnio Trevor Noah, który potrafi rozbawić mnie do łez i jednocześnie zainspirować;
📚 rozdział książki po angielsku – niech to będzie coś, co naprawdę Cię ciekawi, a nie “bo trzeba”;
📺 odcinek serialu – choćby w tle, podczas gotowania;
📝 albo nauka kilku idiomów, które dobrze nastroją na nowy tydzień.
No właśnie! Oto moja propozycja na idiomy idealne na początek tygodnia:
To start the week off on the right foot – zacząć tydzień z przytupem / z dobrą energią.
A clean slate – czysta karta, nowy początek.
Back to the grind – powrót do codziennej rutyny (najczęściej pracy).
Hit the ground running – zacząć coś z entuzjazmem i energią.
Get back into the swing of things – wrócić do rytmu po przerwie.
The Monday blues – przygnębienie spowodowane końcem weekendu. (Mam nadzieję, że Cię już nie dotyczy!)
Pick up where you left off – kontynuować coś, co wcześniej się przerwało.
Może warto wybrać jeden z tych idiomów i spróbować użyć go w swoim własnym zdaniu? Albo opisać swój poniedziałek, zaczynając od „Today I started the week off on the right foot by…”?
Cokolwiek wybierzesz – pamiętaj: angielski to nie obowiązek. To przyjemność. Zwłaszcza w niedzielny wieczór, kiedy można jeszcze przez chwilę poczuć, że weekend trwa.